poniedziałek, 1 listopada 2010

Bezdomny z Rejkyaviku.

  Tak wałkuję i wałkuję tę wycieczkę - dobra, ostatnie zdjęcia,  żeby pokazać kilka ciekawostek.


Opuszczony basen z wodą termalną w jednej z dolin. Szatnie są zdewastowane, a czarny piasek powoli zasypuje basen. Tylko woda nadal gorąca.
Hotel u podnóża góry - dobrze oddaje prawdziwą wielkość islandzkich skał.
Gejzer.

Owce na drodze - rzecz normalna. Nawet na mniej uczęszczanych odcinkach głównej drogi krajowej.
   I na deser, obiecane - historia bezdomnego z Rejkyaviku. Zgodnie z planem mieliśmy zabrać jeszcze koleżankę z Rejkyaviku, dodatkowy pasażer w drodze powrotnej do Akureyri zawsze mile widziany. Im bliżej stolicy, tym myśl w głowie narastała - skoro duże miasto, do będzie KFC. Nic ciepłego jeszcze nie jedliśmy, co tam, należy się nam.
    Oczywiście, za pierwszym podejściem nie znaleźliśmy ani KFC, ani koleżanki. Wylądowaliśmy gdzieś na drugim końcu miasta w okolicach portu. Już mieliśmy zawracać, gdy podszedł do nas człowiek w szarawym prochowcu, zagadał po islandzku, ale szybko się spostrzegł że żaden z nas po islandzku ani be ani me. Szybko się poprawił i zaczął od nowa, piękną angielszczyzną. Parę słów o sobie, że nie jest dumny ze swojej sytuacji i jest mu bardzo głupio, ale poprosił nas o gotówkę lub jedzenie.
    Mieliśmy jeszcze resztkę zapasów, daliśmy nasze kanapki, skondensowane zupy, czekolady, sporo. Prawdziwie szczery uśmiech zagościł na jego twarzy. Zapytaliśmy go jeszcze o drogę - już nie do KFC, wstyd pytać.
Swoją drogą, to ciekawe, spotkać człowieka, którego sytuacja jest drastycznie dramatyczniejsza od twojej, nawet w tak bogatym kraju jak Islandia, i zdać sobie sprawę, że to, o czym myślisz, to głupoty i pierdoły.

  Jeden ze znajomych zadzwonił kiedy jeszcze byliśmy w Rejkyaviku, aby ostrzec nas o pogarszającej się pogodzie. Trzeba się spieszyć, żadnych gorących fast-foodów. Wbrew prognozom, droga był idealna, bez opadów, praktycznie zero śniegu, więc trasa była bezpieczna. Dwa dni drogi, niezapomniane, wspaniałe widoki, półtora tysiąca kilometrów. Tylko portfel zajęczał, jak podsumowaliśmy ilość spalonej benzyny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz