wtorek, 16 listopada 2010

O islandzkiej diecie i yum-yumach.

Co zrobić, kiedy zwyczajna islandzka dieta zbrzydnie? Ryby zdrowe i niedrogie, ale jedząc je dzień w dzień w pewnym momencie powiesz dość. Tak samo z baraniną.

Wyjście pierwsze: przerzucić się na dietę typowo europejską. Minus - zakup składników wyjdzie drogo. Z polską kuchnią też ciężko - pierogów dzień w dzień lepić nie da rady, a gotowych się nie kupi, Hellmans'a fasolka w sosie pomidorowym nie ma nic wspólnego z naszą fasolką po bretońsku, nawet po dodaniu boczku i kiełbasy, nie ma kapusty na bigos.

Wyjście drugie: szukać dalej, kopać głębiej i odkrywać tradycyjną kuchnię islandzką. Jest to ryzykowne. Weźmy na przykład ryby - harðfiskur, czyli suszone płaty ryby. Bardzo pożywne i bardzo smaczne, podobne trochę do norweskiego sztokfisza.
Jest też hákarl, zgniły rekin polarny. Tak, zgniły. Kroi się go w kosteczki, wrzuca do dołu, polewa moczem (tradycyjnie, teraz podobno już zaniechano tej praktyki), przykrywa jakimś głazem i zostawia na pół roku. Jeśli żadne zwierzę tego nie tknie, znaczy, że jest dobry. Pachnie najgorzej na świecie, smakuje jeszcze paskudniej. Wyobraźcie sobie największe obrzydlistwo do jedzenia które próbowaliście albo za nic nie spróbowalibyście. Wątróbka ze szkolnej stołówki? Szpinak? Kotlet z kota? Spleśniały chleb? Wszystko to niczym w porównaniu z hákarl. Za to wartości odżywczych ma sporo.


Też się dałem na to nabrać i spróbowałem. Tak naprawdę, większość turystów przyjeżdżających na Islandię próbuje tego tradycyjnego przysmaku. Jakoś nie widziałem nigdy Islandczyka, który by: a) powiedział, że to lubi, b) jadłby to coś, c) kupował zgnilca w sklepie. Może cały hákarl to perfidny żart wyspiarzy, na który wszyscy przyjezdni się nabierają?

Pewnego dnia chcę spróbować islandzkich homarów. 

Islandczycy mają też kreatywne do baraniny. Kotlet, gulasz, udziec - typowe dania. Można kupić też jagnięce serca, niedrogie i naprawdę dobre, po usmażeniu z sosem sojowym, czosnkiem i papryką. Wątróbka nawet ujdzie. Można też kupić kiełbasę z nieokreślonych części baranków, która pachnie i smakuje jakby była wędzona w dymie papierosowym. Baranie główki już widzieliście, jest jeszcze salceson robiony z języka, oczu i baraniego mózgu i marynowane baranie jąderka (sic!). W odróżnieniu od rekina, Islandczycy naprawdę szaleją za baraniną i jagnięciną na 101 sposobów.

Ciekawostka, islandzki ser pleśniowy, gradaostur, jest przepyszny.


Wyjście trzecie: Jeść na mieście. Zdecydowanie za drogo.


Wyjście czwarte: Yum-Yum

Niedrogie, niezdrowe i smaczne. Występuje w trzech odmianach - warzywna, 'drobiowa' i 'o smaku wołowiny'.  To daje duże pole do popisu i daje duże możliwości urozmaicenia diety. 

Otóż, każdy z tych trzech smaków można jeść:

-pałeczkami lub łyżką,

-na śniadanie, obiad i/lub kolację,

-w domu lub na uczelni, w kuchni lub przed telewizorem czy monitorem,

-samemu lub w grupie (tzw. 'Group-Yums'),

-z dodatkiem jajka sadzonego, w typowo chiński sposób,

-popijając piwem,

-z drugim daniem lub jako przekąska,

-po przygotowaniu w mikrofalówce lub zalewając wrzątkiem i czekając chwilę

-z dodatkiem tabasco, suszonych warzyw, sosu sojowego, pieprzu lub papryki,

-z dodatkiem smażonego mięsa, warzyw czy tofu.

Razem  30 sposobów na zjedzenie zupki chińskiej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz