wtorek, 30 listopada 2010

Stołeczny kościół.

Jednym z "musisz zobaczyć" Reykjaviku jest stołeczna Hallgrímskirkja, kościół Hallgrima. Budowę rozpoczęto zaraz po II Wojnie Światowej na jednym z najwyższych wzgórz Reykjaviku. Kościół szybko stał się symbolem miasta - widać go prawie z każdego miejsca w stolicy, a jego konstrukcja ma odzwierciedlać to, co typowo islandzkie - bazaltowe wulkaniczną słupy. Bardzo ładnie wygląda tuż po wschodzie słońca (czyli i tak późno). Na placu  przed katedrą stoi pomnik Leifa Erikssona, nordyckiego odkrywcy Ameryki (Saga Grenlandczyków). Ciekawe - jego posągi stoją nie tylko w nordyckiej części Europy - także w Ameryce, choćby w Bostonie.

Pierwsze zdjęcie to efekt zabawy w HDR, reszta zdjęć normalna.

niedziela, 28 listopada 2010

Ptaki.

Z Wycieczki po Reykjaviku. Te szare kaczki są naprawdę bycze, nie boją się ludzi, zastanawiałem się, jak mogłaby smakować na obiad. Gdybym miał tylko większy plecak, żeby przemycić ją do samolotu....




sobota, 27 listopada 2010

Niespodziewany poranek w Reykjaviku.

8.25 Akureyri - 9.10  lotnisko Reykjavik Domestic - 10.05 Konsulat - 10.40 Kebab - 11.20 poczta - 12.25 znów lotnisko.

Krótka, nieplanowana wycieczka po pieczątkę i podpis konsula RP na Islandii. Bo bardzo, bardzo chciałem go poznać. Zgodnie z planem ostatnie dwa tygodnie będę z Sylwią w stolicy, dlatego dotychczas specjalnie mnie tam nie ciągnęło - ale cóż, jak mus to mus. Szybko załatwiłem swoje sprawę, wszamałem kebab, zrobiłem parę zdjęć, i z powrotem do domu. Bez szwendania się - Zwiedzenie i poznanie stolicy zostawiam na deser wyprawy na Islandię, na drugą połowa grudnia - jak na razie kontakty ze stolicą ograniczałem do minimum (a podczas wycieczki dookoła wyspy dosłownie byliśmy tam przejazdem).

3 godziny w stolicy, 3 tematy zdjęć: poranek, katedra, ptaki.
Zdjęcie z płyty lotniska. Spokojnie można po niej łazić z aparatem.




czwartek, 25 listopada 2010

Jak się człowiekowi komputer spsuje....

No właśnie, wtedy odkrywam, jak bardzo uzależniony od niego byłem. Najpierw nie wiem co robić - nie mogę odpalić Planescape: Torment, obejrzeć filmu, wejść na FB. A potem powoli horyzont zaczyna się poszerzać, klapki z oczu spadają.

W kącie leży nieskończony McCarthy, Rower Davida stoi wolny, nawet łowienie ryb przy -5 stopniach jest kuszące.

Poza tym, w związku z zaliczeniem kolejnego egzaminu,  na moim koncie pojawiło się kolejne 6 ECTSów.

Jak tylko wszystko wróci do normy znów wrzucę obrazki, bo czekają w pamięci aparatu.

niedziela, 21 listopada 2010

O zorzy polarnej.

Ładną zorzę polarną widziałem dwa razy (średnią, taką sobie bez rewelacji to jeszcze ze cztery) : wczoraj i jeszcze w październiku. Zdjęcia nie mają się nijak do rzeczywistości, bo widok naprawdę zapiera dech w piersiach - zazwyczaj na tyle, że zamiast zrobić zdjęcie gapię się z rozwartą paszczą na mknące po niebie zielone fale, czasem zmieniające kolor na biały czy różowy. Może jeszcze się uda :). 

Kiedy można zobaczyć zorzę? Różnie to bywa. Przede wszystkim, musi być ciemno - nie wystarczy poczekać do nocy (zazwyczaj pojawiają się między 22 a 01 w nocy), trzeba też się przejść w jakieś miejsce, gdzie nie będzie za dużo miejskich świateł. Fajnie, jeśli też nie będzie za dużo chmur. Trzaskający mróz nie jest wymagany, ale co prawda podczas mrozów zorze pojawiają się częściej. Najczęściej są zielone, czasem mają też przebłyski innych kolorów. Raz widziałem białą zorzę. Poszukiwanie zorzy jest dobrym pretekstem do przejścia się na spacer w środku nocy.