Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Islandia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Islandia. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 września 2010

Wieloryb.


 
Wieloryby!

1.      Widziałem wieloryba! A nawet kilka! Pierwszy z nich to „Minkie whale” (płetwal karłowaty), ciekawskie stworzenie, kręcił się cały czas koło statku. Tutejsi się z niego śmieją, że w zasadzie jest taki mały, że powinno się go traktować jak dużą rybę.

Największą atrakcją były dwa humbaki, które wpłynęły do fiordu. Dwa naprawdę wielkie bydlaki. Stworzenie toto co jakiś czas nurkuje pokazując swój ogon. Płetwa jak płetwa, ale 'ochy' i 'achy' pań na pokładzie wzdychających na widok płetwy humbaka przebijają wszystko. Niezłe są z nich bystrzaki, na początku pozwalały do siebie podpłynąć, ale widocznie znudzone ochami, achami i błyskiem fleszy nurkowały i robiły kapitana w konia, wynurzając się za każdym razem po innej stronie fiordu.
2.       
Jadłem wieloryba! Wspomnianego ‘minkiego’. Smakuje trochę jak wątróbka, ogólnie – całkiem dobry, nawet specjalnie nie trzeba majsterkować przy smażeniu. Wiem, jestem barbarzyńcą i od teraz jestem na czarnej liście Greenpeace’u. Rocznie Islandczycy łowią ok 150 szt. ‘Minków’. Krążą plotki, że zakupili dodatkowe dwa krążowniki, żeby chronić wybrzeże przed desantem armii ekologów, a amunicja do strzelb rozchodzi się w błyskawicznym tempie ze sklepów.




czwartek, 16 września 2010

Vinbud!

Islandia to kraj Skandynawów, a ci zawsze muszą odstawiać jakieś cyrki z alkoholem.

W normalnym markecie nie kupi się wina czy wódki, jedynie 'bezalkoholowe' 'piwo'. 'Bezalkoholowe', bo ma 2.5%, a 'piwo', bo chyba kiedyś leżało koło piwa.

Ale nie wszystko stracone!
Co prawda rząd tego malutkiego państwa ma monopol na dystrybucję alkoholu, można kupić złocisty trunek lub szlachetny napój wytwarzany z fermentacji zbóż czy kartofli. Trzeba tylko pójść do Vinbud'u,  czyli lokalnego monopolowego. Swoją drogą bardzo kulturalny markecik z naprawdę szerokim asortymentem piwa z całego świata, wina i mocniejszych trunków. Bajka się kończy kiedy spojrzysz na ceny. Cóż, jakoś sobie radzić trzeba, 6,50 za piwo to jeszcze nie koniec świata.

Ulubiony jest Viking Beer z lokalnego browarka. W sumie nothing special, ale stosunek jakość/cena przemawia za lagerem z zielonej puszki (jest jeszcze jakieś świństwo trochę tańsze, nie polecam).

W całym miasteczu jest tylko jeden Vinbud. Na całe szczęście akurat tuż pod moim gasthausem, znajomi z Czech muszą zapierniczać pół godziny piechotą.


Ciekawostka: w zasadzie wszędzie tutaj się płaci kartą. Rachuneczek na 4.000 koron (100 zł) - dajesz kartę i pach!, po sprawie. Żadnych PINów, limitów, czasem podpis na papierku. Paypass który z trudem przyjmuje się u nas w kraju to przy tym pikuś.

niedziela, 12 września 2010

Akureyri.

Akureyri to miasto (miasteczko). Tak, poza Reykjavikiem są na Islandii inne miasta, a to należy do jednego z największych poza stolicą.

Jeśli miałbym znaleźć jakieś podobne miasto w Polsce, wybrałbym Andrychów - też zaczyna się na literę A i też ma ok. 20 tys. mieszkańców (w Akureyri jest 17 tys.).



7 powodów dlaczego lubię to miejsce:

1. Darmowa komunikacja miejska,
2. Miasto leży nad fiordem, każdego ranka jedząc musli mogę podziwiać ładne widoki,
3. Wysokie góry i ciepłe źródła w okolicy (wszędzie można dostać się "z buta"),
4. Jest kino, są kluby, kawiarnie, pole golfowe (o tak!),
5. Są zniżki dla studentów w pubach. Ponadto, jeśli komuś mało, zniżki na geotermalny basen lub siłka za frajer,
6. Darmowe parkowanie (kiedyś może okazać się przydatne),
7. Jest tu przetwórnia ryb, dlatego jeśli 'exchange student' przepije ostatnią koronę, zawsze może podreperować budżet wyrabiając parę nadgodzin.




Na zakończenie: Żarcie kupuje się tutaj w dyskoncie 'Bonus' z dziwnym logo - świnką skarbonką, która musi być mocno pod wpływem.