sobota, 11 grudnia 2010

O-sta-tni!

Wczoraj napisałem ostatni egzamin z "History, development and characteristics of civil law".

Wyniki dopiero w styczniu!

Moja edukacja została tutaj zakończona, teraz trzeba pozbierać całą papierkologię i powoli się zbierać.

wtorek, 7 grudnia 2010

Zima raz jeszcze.

Jeszcze dwa zimowe zdjęcia, zanim uda mi się przegrać zdjęcie islandzkiej świątecznej choinki :)


Poznajcie Jolę!

Każdy Jolę zna, każdy Jolę ma!

Kim jest Jola? A właściwie - Jóla?

Jóla to święta Bożego Narodzenia. Jóla jest wszędzie.

Mamy Jólamjolk, czyli świąteczne mleko w odpicowanym kartonie. Mamy Jólasmjór, czyli świąteczne masło (takie samo, opakowanie inne). Jest też Jólabjór, świąteczne piwo, droższe i inne, trochę jak Okocim Palone (pamięta je jeszcze ktoś?). I Jólagradaostur, świąteczny ser pleśniowy. I Jólaskyr, świąteczny twarożek.


Jóla, Jóla, Jóla!


Na koniec zagadka: Po ponad 3 miesiącach pobytu na Islandii, jakie jest moje ulubione zdanie po islandzku?

Sorry, I don't speak Icelandic.

niedziela, 5 grudnia 2010

Zagubione panoramy.

Porządkując dysk twardy natknąłem się na całkiem ładne zdjęcia panoramiczne zrobione podczas wycieczki po parku Jökulsárgljúfur, jeszcze z października.

Rzeka Jökulsá á Fjöllum przepływająca przez park.


Po prawej "świeże" góry, szczyty jeszcze niezerodowane i pokryte sypkim, czerwono-czarnym materiałem wulkanicznym.

Wąwóz Asbyrgi. Ma kształt podkowy (łuku jak kto woli). I nie za bardzo wiadomo, skąd się wziął - obydwie teorie nie są zbyt przekonywujące. Pierwsza z nich przyczyny szuka w olbrzymiej powodzi lodowcowej bądź przesunięciach lodowców na skutek erupcji wulkanicznych. Druga zaś... hmm, pamiętacie Odyna? Jego ośmionogi koń, Sleipnir, odcisnął na ziemi islandzkiej swoje olbrzymie kopyto formując wąwóz podczas jednej z podróży Nordyckiego boga.





Asbyrgi - Tu zdjęcie lotnicze.

sobota, 4 grudnia 2010

Kino klasy B.

Zaczęło się pewnego razu od "Maczety" (premiera miała miejsce tutaj dużo wcześniej niż w Polsce). Po paru tygodniach wróciliśmy do tematyki filmów z  niższej półki.

Pierwszy był "The Killing of Satan", rok produkcja 1983, Filipiny. Jedyny w życiu filipiński film jaki widziałem.

Fabuła w skrócie: Protagonista, Lando,głęboko wierzący wąsacz  w dżinsowej kurtce został śmiertelnie postrzelony. Magicznym sposobem jego wujek (oddalony o kilkaset kilometrów) przyjął kulę na siebie i zmarł, jednocześnie przekazując Lando magiczną moc. Lando wyrusza z rodziną na wyspę do wioski wuja, zaraz po przybyciu zostaje ona zaatakowana przez pachołków "Księcia Magii" (the Prince of Magick), sprano miejscowych chłopów na kwaśne jabłko i porwano młode niewiasty - w tym córkę Lando. Bohater zostaje poinstruowany w arkanach mocy i wyrusza z przyjacielem ratować dziatki i pokonać Księcia Magii, który, jak się okazuje, służy mroczniejszemu mistrzowi - samemu Szatanowi.

Powalające efekty specjalne.

trailer "The Killing of Satan".

Następny film: Cannibal Holocaust, 1980 rok produkcja, kraj pochodzenia: Włochy. Do tego dnia myślałem, że włosi to wesoły naród miłośników wina i makaronów....

fabuła w skrócie: Profesor wyrusza w głąb amazońskiej dżungli aby poznać zwyczaje prymitywnych plemion kanibali... w jednej z wiosek odkrywa kamerę z taśmą dokumentującą poprzednią wyprawę, której uczestnicy zostali, jak się okaże, zmasakrowani. "Jeżyk", barbecue z oposa czy zupa z żółwia, nie mówiąc już o walających się tu i tam ciałach i bardzo delikatnie mówiąc, zabawach kanibali z ofiarami, wszystko to okraszone muzyką Riza Ortolaniego.To był chyba ten poziom, poniżej którego już zejść nie mam zamiaru.

Nie wrzucam trailera. Jeśli myślisz, żeś twardy, możesz spróbować odnaleźć film i go zobaczyć, ale, żeby nie było, ostrzegałem.

Następny: "Riki-Oh. The Story Of Ricky". Hong-Kong, 1990 bodajże. Werja kinowa, nie anime.

fabuła: Rok 2000, wszystkie więzienia są sprywatyzowane i zarządzane przez wielkie korporacje. Do jednego z nich trafia Riki, kozak jakich mało. Pięciokrotnie postrzelony podczas próby zemsty za śmierć swojej dziewczyny( a kule trzyma w ciele "na pamiątkę" ) posiada też nadludzką siłę - pięścią potrafi rozbić kamienny blok lub dosłownie przebić pięścią przeciwnika. Więzienne realia są ciężką próbą dla Rikiego - każdy z czterech bloków więziennych jest zarządzany przez innego złoczyńcę, a statusu quo pilnuje wicenaczelnik (podobny do Kim-Dzong-Ila) pod nieobecność samego naczelnika - prawdziwego mrocznego mistrza kung-fu.

Przyjemna jatka, polecam wszystkim, którym podobał się Kill Bill. Niezapomniana scena krwawego uppercut'a.

trailer - Riki-oh. The story of Ricky.

Ostatni: "Machine Girl", Japonia, 2008.

Przykładna siostra i uczennica, Ami, po śmierci rodziców opiekuje się swoim młodszym bratem. Brat jednak staje się ofiarą gangu jednego z okolicznych osiłków...który na nieszczęście jest dziedzicem rodziny Yakuzy. Brat ginie, Ami traci rękę, poznaje nowych przyjaciół, otrzymuje protezę-karabin i rusza pomścić brata. Kropka. Film jest raczej bardziej znany i popularny niż pozostałe.

trailer - Machine Girl


Ale wystarczy tego, teraz oglądać będziemy coś bardziej cywilizowanego - Kompanię Braci lub może jakiś górnolotny, islandzki film.

piątek, 3 grudnia 2010

Pojechali.

Bliżej końca niż początku już, ekipa mocno się wykrusza, sporo osób wyjechało. Pojechał Chińczyk (Fei), pojechali Słoweńcy(Maja, Żeljko, Luigi), pojechały Francuzki, pojechali Hiszpanie(David i Gloria). Czyli w głównym budynku Akur-Innu zostali sami Niemcy!

Teutońsko- Nazistowska Okupacja! Nie poddamy się, nie oddam ziemi, gdzie nasz Ród! Ruch Oporu działa!

A tak na serio, ta radosna twórczość w paincie jest przejawem głupich pomysłów, które rodzą się z nudy. Połowa osób pojechała, słońce wstaje o 11, zachodzi o 15, pieniądze się kończą. Mało jest już nawet zajęć na uczelni. Nawet już nie ma z kim pograć w piłkę w jadalni. Niebo zachmurzone, zorzy nie można pooglądać. A poziom wieczorków filmowych poleciał w dół, na łeb, na szyję - napiszę o tym jutro.

Poza tym - u Grzesia w Tampere (Finlandia) była zorza - zupełnie inna niż u nas  - zobaczcie sami.
Jest taki instytut na Alasce, który przedstawia prognozę zórz polarnych TU. Im wyższa liczba na skali, tym większa szansa zobaczyć ten fenomen.